piątek, 11 grudnia 2009

mój idelany dzień (hiper-zakrztuszenie)

  • Budzik. Wstaję od razu.
  • Ubierz się i pościel łóżko.
  • Zjedz dobre śniadanie i zrób sobie drugie śniadanie na wynos, a jeśli trzeba, to także obiad.
  • Ogól się.
  • W ogóle zadbaj o swój wygląd.
  • Nie spóźniaj się.
  • Zamykaj drzwi za sobą, kiedy wychodzisz.
  • Wyrzuć śmieci.
  • Pij dużo wody.
  • Uprawiaj jakiś sport.
  • Przychodź na zajęcia przygotowany.
  • Bądź aktywny, zgłaszaj się i zadawaj inteligentne pytania.
  • Powtarzaj w domu to, co robiliście na zajęciach.
  • Czytaj dużo.
  • Ucz się.
  • Uśmiechaj się dużo.
  • Bądź pomocny.
  • Dzwoń do niej.
  • Pisz do niej.
  • Mów jej, że ją kochasz.
  • Pamiętaj o niej.
  • Pamiętaj, co do Ciebie mówi.
  • Pamiętaj, co inni do Ciebie mówią.
  • Pamiętaj imiona innych ludzi.
  • Skupiaj się na tym, co do Ciebie mówią; słuchaj ich i pomagaj im rozwiązywać ich problemy.
  • Nie bój się.
  • Bądź przyjazny i otwarty.
  • Pomóż jej rzucić palenie.
  • Nie pij zbyt dużo.
  • Pracuj dużo.
  • Nie obijaj się.
  • Planuj swój dzień.
  • Wypełniaj swój plan.
  • Sprzątaj po sobie.
  • Sprzątaj tam, gdzie spędzasz więcej czasu.
  • Myj ręce przed wyjściem z toalety.
  • Rozmawiaj z rodzicami.
  • Spotykaj się przyjaciółmi.
  • Dbaj o nowe znajomości.
  • Dbaj o stare znajomości.
  • Myśl wcześniej o prezentach.
  • Nie śpij zbyt dużo.
  • Wysypiaj się.
  • Bądź pełen energii.
  • Módl się.
  • Chodź do kościoła.
  • Żyj w zgodzie z Bogiem.
  • Żyj w zgodzie z innymi ludźmi.
  • Żyj w zgodzie z naturą.
  • Nie onanizuj się.
  • Nie oglądaj pornografii.
  • Czytaj gazety.
  • Nie oglądaj telewizji.
  • Oglądaj dużo filmów.
  • Chodź do kina.
  • Zarabiaj dużo.
  • Udzielaj się.
  • Bądź aktywny.
  • Rozwijaj się.
  • Podróżuj.
  • Organizuj.
  • Bądź oparciem.
  • Miej poczucie humoru.
  • Pomagaj w domu.
  • Wracaj często do domu.
  • Spotykaj się z rodziną.
  • Rozwijaj swoje gusta muzyczne.
  • Interesuj się jej muzyką.
  • Chodź na koncerty.
  • Chodź do teatru.
  • Interesuj się życiem kulturalnym swojego miasta.
  • Mów "dzień dobry" sąsiadom.
  • Staraj się ich poznać.
  • Nie chodź spać zbyt późno.
  • Nie załamuj się.
  • Nie uciekaj.

piątek, 27 listopada 2009

hiperwentylacja

J. mówi mi, że budzi się rano i nie ma po co wstawać, bo nie ma nic do roboty. Ja budząc się rano nie wiem co mam ze sobą zrobić, dopóki nie zrobię jakiegoś planu. Bez planu nie ogarniam, nie wiem co gdzie jak, od czego zacząć i w rezultacie nie robię nic.

Każdej nocy zasypiając myślę o tym, czego nie zdążyłem zrobić dziś i co będę musiał zrobić jutro. Budząc się rano patrzę na zegarek i sprawdzam ile się już spóźniłem. W nocy nie mam snów - moja podświadomość pewnie już dawno doszła do wniosku, że nie mamy na to czasu.

Gdzie nie spojrzę wszędzie trzeba coś zrobić. Nigdzie nie ma odpoczynku. Czas, / pieniądze, // czas, /// pieniądze, //// czas, ///// pien////// czas, /////// czaas, cza////////

środa, 25 listopada 2009

błąd / alter ego

Jest godzina 12:37. Stojąc pod prysznicem w strumieniach ciepłej wody zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd i odpowiedź wydaje się być aż nazbyt oczywista. Właśnie dlatego jest to dla mnie takim problemem.

"Myślisz, że zrobiłem źle?"
"Nie zawsze, gdy jest jakiś problem, musi to być twoja wina. Inni to też ludzie i też popełniają błędy."
"A co ty byś zrobił na moim miejscu?"
"Ja już swoje zrobiłem. Nie obwiniaj się."

*
To było w pierwszych latach podstawówki. Siedziałem na podwórku, kiedy podbiegł do mnie M. i pyta: "Masz swoje alter ego?" Nie wiedziałem, o czym mówi, więc mi powiedział: "Czytałem wczoraj z tatą komiksy i wiesz, Kaczor Donald ma swoje alter ego. Więc ja też chcę mieć. Chcesz mieć swoje alter ego razem ze mną?"
Nie mam pojęcia, co się później stało z M. i jego alter ego. Kiedy przeprowadziłem się pod koniec drugiej klasy podstawówki straciliśmy ze sobą kontakt. Ale my wciąż mamy się dobrze.
*

Spłukuję szampon, zakręcam kurki.
Zawsze rozsuwam zasłonkę tak samo szybko i energicznie. Czuję, że zmyłem z siebie brud winy. Ochoczo sięgam po ręcznik i zawsze robię to zbyt szybko, strącając wieszak. Wycieram włosy używając wiele siły, jakbym chciał wetrzeć sobie w głowę nowe pomysły i postanowienia.

środa, 16 września 2009

BRNWC

Od wczoraj mieszkam na stałe w Bronowicach. W zajebistym składzie, w ciasnym mieszkaniu. Kiedy zostałem tu sam (bo wszyscy akurat gdzieś wyszli), pierwszy raz w życiu w takiej sytuacji poczułem, że brakuje mi czyjegoś towarzystwa i że fajnie by było, gdyby jednak ktoś wrócił już na mieszkanie (do domu?). Czyżbym znalazł godny przystanek w czasie tułaczki? ... :)

poniedziałek, 14 września 2009

pod ostrzem z galarety

Od tygodnia zabieram się, żeby napisać jakąś notkę i wciąż mi nie wychodzi. I co kilka dni przychodzi mi do głowy kolejny, wspaniały pomysł, którego jednak nie realizuję. A wszystko dlatego, że musiałbym wtedy opisać nadchodzące egzaminy i moje przygotowania do nich. I wyszłoby na jaw moje lenistwo i ignorancja.

Pomimo nieustającego upływu czasu czuję się jakbym chodził wciąż w galarecie - wiszące nade mną ostrze egzaminów sprawia, że wszystko wokół się rozmywa. Zagrożenie ze względu na swój nieprzerwany charakter powoli traci na znaczeniu.

Od tygodnia siedzę wciąż w domu. W teorii powinien być to czas intensywnej, nieomal nieustającej nauki. Tak samo z resztą, jak poprzedni tydzień w Żylinie - albo i bardziej. Już na samym początku, zaraz po przyjeździe, przyjąłem sobie drakoński plan, który z całą sumiennością zamierzałem zrealizować. Z pewnymi mniej lub bardziej drobnymi potknięciami udawało mi się go trzymać przez pierwsze dwa dni. Środa była już luźniejsza, ale cały czas nie było się czego wstydzić. W czwartek przyszło chorobliwe osłabienie, które zmąciło mój rytm aż do soboty. A potem weekend... przecież nie było warunków, tyle ludzi w domu (to nic, że mój pokój jest od niego szczelnie odgrodzony).

I tak od kilku dobrych dni wielokrotnie więcej czasu niż nad książkami spędzam przed komputerem. I mógłbym na tym wyznaniu poprzestać - z jednej strony przyznałem się już do winy, z drugiej strony wciąż jeszcze nie zdradziłem najbardziej drażliwego szczegółu wystawiającego mnie na publiczne pośmiewisko. Bo sam fakt spędzania czasu przed komputerem w dzisiejszych czasach wcale nie jest niczym dziwnym (swoją drogą bardzo żałuję, że program moich studiów uniemożliwia mi korzystanie z komputera w celach także stricte naukowych). Ludzie całymi dniami przed komputerami pracują. A jeśli nawet nie, to robią mnóstwo innych mniej lub bardziej pożytecznych rzeczy, których jednak nie można jednoznacznie określić jako stratę czasu: czytają gazety, sprawdzają maile, piszą do siebie listy, rozmawiają na przeróżne sposoby za pomocą rozmaitych komunikatorów internetowych...

Ale ja nie robię niczego z tych rzeczy. Niestety, powód dla którego spędzam tu tak wiele czasu jest zupełnie inny. The Sims 2. Wiem to już od dawna, a teraz nadszedł chyba także czas, aby tą wiedzą podzielić się z innymi: ta gra wpływa na mnie tak samo uzależniająco jak Harry Potter. Z tym, że Harry Potter, nawet ten najgrubszy (mam na myśli tom książkowy), kiedyś się wreszcie kończy. Simsy nie kończą się nigdy.
Moje skłonność do uzależnienia od tej gry dała o sobie znać już przy całkowicie pierwszej edycji tej gry, gdy do wyboru było raptem mniej niż 10 działek, na których można było wybudować domy. Pamiętam, moja pierwsza rodzina nazywała się Nowak. Nigdy nie tworzę swojej własnej rodziny, nie bawi mnie tworzenie ludzi - dla mnie prawdziwym wyzwaniem jest wyciąganie ich z ich problemów: zadłużenia, odrzucenia towarzyskiego, niskich zarobków. Problemem była dla mnie pierwsza część jeszcze bez żadnych dodatków - o czym więc mówić, gdy druga część tej gry przyniosła ze sobą aspiracje, cele życiowe, marzenia! Tyle pól rozwoju do popisu! Tak oto gra ta jest w stanie pochłonąć mnie bez reszty, gdy realizuję życiowe marzenia moich Simów, zamiast swoich własnych.