sobota, 27 grudnia 2008

kiepsko.

"And you singing the song thinking this is the life 
And you wake up in the morning and your head feels twice the size 
where you gonna go, where you gonna go, where you gonna sleep tonight?"

Amy MacDonald - This Is The Life

Poczucie winy. Zmęczenie.

Kiepsko. Źle.

Ale i dobrze:

  • 3 tygodnie i jeden dzień :)
  • prezent, na który chyba nie zasłużyłem.

...

Poważne rozmowy w samochodzie.

I co, wrócę do Krakowa i będzie jak wcześniej?

where you gonna go, where you gonna go, where you gonna sleep tonight?

And you're waiting outside jimmy's front door 
But nobody's in and nobody's home till 4 
So you're sitting there with nothing to do 
Talking about Robert Riger and his motley crew 
And where you gonna go, where you gonna sleep tonight?

Co ze sobą zrobisz?

Ma już tak nie być. Postanowienia są fajne.

Prześpij się, stary.

sobota, 20 grudnia 2008

nie ma próbowania.

Trochę mi zimno w stopy. Co prawda już minęła godzina 14, ale jeszcze "nie zdążyłem" się ubrać i ciągle chodzę po domu w piżamie (z wielką dziurą w okolicach tylnej cześci ciała) i szlafroku.

Uwaga: nie po mieszkaniu. Nawet nie w 'dziesiątce'. Jestem w domu.

Syn marnotrawny powrócił. Rodzice nie muszą o wszystkim wiedzieć. Ale nawet i to, co wiedzą, raczej nie napawa ich dumą...

Więc nie wstałem dziś rano, żeby pójść do szkoły. Siedzę wciąż w szlafroku, z burzą wilgotnych włosów. Nawet nie zjadłem jeszcze śniadania. Ale to tylko dlatego, że nie ma mleka. Od kiedy się 'wyprowadziłem', spożycie mleka w naszym domu spadło pewnie o jakieś 93%. No więc czekam, aż tata wróci z zakupów i przyniesie, bo jakoś nie chce mi się robić tostów... ;)

Dziś w nocy minęły dwa tygodnie. :) Czuje się, jakby to śmiało był już miesiąc... Czas rzeczywiście szybciej płynie. Może od kiedy mieszkam w Krakowie... Choć pewniej od kiedy zacząłem ten czas spędzać z Nią. Z Tobą to zawsze szybko płynie ;)

Czas ubrać się i zrobić coś ze swoim życiem. Chociaż spróbować... Hm. Dziś w gazecie Telewizyjnej przeczytałem coś, co Yoda powiedział Lukowi: "Nie próbuj. Rób. Albo nie rób. Nie ma próbowania."

 

PS. Józef ma się dobrze, chociaż trochę słabiej już pachnie... ;) Ale cały czas czuć!

wtorek, 16 grudnia 2008

dziwny dzień.

"Ale dzisiaj dziwny dzień."
N. stoi przed lustrem i odgarnia włosy z okularów. Ma na sobie piżamę i widać, że jest jeszcze trochę zaspana.
Podnoszę wzrok, ona też na mnie patrzy.
"No. Dziwny."
Siedzę na skraju łóżka i zakładam skarpetki. Właśnie minęła godzina 14:29.

Wychodzimy wczoraj z mieszkania.
"Fajki mi się skończyły."
"Kupimy po drodze w kiosku."
"Myślisz, że będzie jeszcze otwarty?"
W pierwszej chwili nie rozumiem sensu pytania. A czemu miałby być zamknięty? Jest wieczór, okej, ale normalny dzień roboczy, ludzie pracują w poniedziałkowe wieczory...
Jest 23. O tej porze kioski są już zamknięte.

"Ewci dzisiaj przyjeżdża."
Myślę: po co ona dzisiaj przyjeżdża? Jaki ma sens wracanie do Krakowa pod koniec tygodnia?...
...Mamy wtorek, nie koniec tygodnia.

***

Dziwny dzisiaj dzień. Czemu?
  • Może dlatego, że sen akurat przypadł w godzinach 2:30 - 7:00 i 10:00 - 14:30?...
  • Może dlatego, że boli mnie dziś gardło, mam okrutny katar, kaszlę i najchętniej wróciłbym do łóżka (czy raczej poszedł do niego, w sumie do któregokolwiek z nich..)?
  • Może dlatego, że pomimo iż wychodząc w niedzielę w nocy z mieszkania powiedziałem z uśmiechem na twarzy "do jutra", to jednak nikt się nie zdziwił, kiedy nie wróciłem aż do dzisiaj?
  • Może...

***

Opowiem wam o Tomaszu. Tomasz jest fajny i niekonwencjonalny. Tomasz studiuje filozofię. Kiedy go spotkałem po raz pierwszy, zapytał mnie: "Masz nieskończoną ilość możliwości. Co mi powiesz?" Byłem tak zaskoczony i przejęty, że nie byłem w stanie powiedzieć nic. Miał rację, w każdej chwili mam nieskończoną ilość możliwości. Mimo to, kiedy mi to powiedział...

Tomasz pisał list. Podobno list był długi. W pewnym momencie oznajmił, że idzie wysłać ten list. I wyszedł z mieszkania tak, jak stał: w trampkach i samej bluzie. To było około godziny 14. Na blacie w kuchni została kiełbasa, masło, chleb i wbity w niego nóż - Tomasz robił sobie jedzenie, zanim przerwało mu to wyjście z listem.
Tomasz wrócił następnego dnia rano. Nie wysłał listu, bo zapomniał wziąć go ze sobą. Rzeczywiście, arkusze zapisanego papieru wciąż leżały na biurku. Wszedł do kuchni i spytał: "Ej, czemu schowaliście moją kiełbasę? Przecież robiłem sobie jedzenie..."



[Wszystko, co dziś opisałem, może się nieco różnić od rzeczywistości, zostało jednak oparte na faktach.]

zimna cola, hostel w środku nocy

Zimna cola. Wolałbym w sumie hamburgera, ale z powodu braku innego śmieciowego żarcia cola da radę...

W sumie w ogóle co ja tu robię? Jest środek nocy (no w sumie tak jest), a ja siedzę na recepcji jakiegoś hostelu. Żebym tu jeszcze pracował. Ale nie, nie pracuję. I siedzę. Sam.

Przesiaduję w nieswojej robocie, a dawno powinienem sobie załatwić swoją. Żyję nie swoim życiem.

Dzisiejszego kolosa też uleję. Nawet mnie to nie zmartwiło za bardzo - optymistycznie założyłem, że nauczę się na trzeci i w ten sposób zaliczę ten przedmiot. No teraz to chyba nie będę miał wyboru... (tak się mówi, tylko że wybór jest. kurde.)

Tak, jestem szczęśliwy. Więc o co Ci chodzi?

Mateusz, życie nie wskoczy samo z powrotem na swoje miejsce. Już nawet buty Ci się przetarły. Dobrze, że już nie toniesz. Teraz przyszedł czas na wypływanie w kierunku powierzchni.

***

"To jesteście razem, czy nie? Bo czytając Twojego bloga wcale nie odniosłem takiego wrażenia..."
Rzeczywiście. Jakieś same smęty tu puszczam ostatnio.

środa, 10 grudnia 2008

szczyt w przemokniętych butach. przed nami granie..

"She said: run run run, as fast as you can
But you can't run run from our law given hand...

and she said...
run run run, yeah
run run run, yeah
run run run, yeah
...oooaahwww!!!"
Patrick Wolf - The Childcatcher
(ten głos rozpaczy i ta niesamowita muzyka, pomieszana, połamana, a mimo to wciąż gorliwie trzymająca się tego synkopowego rytmu...)

***

Chyba mi wypadł plecak i kredki rozsypały się po całym chodniku, tylko tego nie zauważyłem i jestem już dwie przecznice dalej... Chyba coś gdzieś zawaliłem, czegoś nie zrobiłem, o czymś zapomniałem i teraz mam drastycznie mało czasu, żeby pozbierać to, co da się jeszcze pozbierać.

NIE, OCZYWIŚCIE, ŻE NIE ŻAŁUJĘ. Kiedy zdobywasz na prawdę wysokie szczyty, przemoknięte buty przestają mieć znaczenie. Mimo to cisną.

Mam wrażenie, że dałoby się to wszystko tak zorganizować, żeby nie gubić kredek po drodze. Żeby nie zawalać, robić co trzeba a jednocześnie nie zapominać o tym, co w życiu najważniejsze i być szczęśliwym.
Zawsze wierzyłem, że uda mi się to pogodzić.
Czyżby czas próby nadszedł?...

"run run run as fast as you can..."
Daj z siebie wszystko, matt, albo porzuć swoje nazwisko i przygotuj się na twarde lądowanie.

***

P.S.: "nie wypalimy się tak szybko. już teraz za dużo nas łączy."