poniedziałek, 8 grudnia 2008
krótkie włosy :D
Dzisiaj ustanowiłem rekord - z przystanku Dworzec Główny do Pawilonu Finansów na Uniwersytecie Ekonomicznym w 5 minut :) Następne dwie zajął mi wyjazd windą na szóste piętro ;)
Od godziny 18:30 w piątek do 16:30 w sobotę daje 22 godziny.
Potem 4,5 godziny przerwy i znowu od 21 w sobotę do 12:45 w poniedziałek daje kolejne 39 godzin i 45 minut.
W sumie 61 godzin i 45 minut.
W ciągu jednego weekendu.
Przyjmijmy założenie, że przeciętna para spotyka się codziennie, spędzając razem każdorazowo po 3 godziny. Daje więc nam to prawie 3 tygodnie (20 pełnych dni i 1 godzina, 45 minut).
Ale są pary, gdzie każde mieszka w innym mieście. Widują się tylko na weekend, najczęściej tylko jednego dnia. Po odjęciu czasu dojazdów daje nam to około 6 dni w tygodniu. Ponad 10 tygodni? ...shit me :D
Według tego sposobu naliczania czasu już dawno powinienem mieć krótkie włosy ;)
sobota, 6 grudnia 2008
tydzień 22.0
Got too deep, but how deep is too deep?
This town's a different town today
This town's a different town to what it was last night
You couldn't have done that on a Sunday
That girl's a different girl today
Said that girl's a different girl to her you kissed last night
You couldn't have done that on a Sunday
Well I'm so glad they turned us all away we'll put it down to fate
I thought a thousand million things that I could never think this morning
Got too deep, but how deep is too deep?
Last night what we talked about
It made so much sense
But now the haze has ascended
It don't make no sense anymore"
Arctic Monkeys - From The Ritz To The Rubble
"Dlaczego to robisz? Niszczysz się. Zasługujesz na coś lepszego. Chcesz, ja Ci znajdę! To jest taki... taki czarny koń."
"Nie słuchaj ich... One po prostu jej nie znają."
"Tak wiem - nie znają jej."
"Chyba już wiem, czego chcę. Ale boję się, że ty zmęczyłeś się tym już za bardzo.."
matt07: Wycofaj się. Jeszcze jest pora, jeszcze nie jest za późno, jeszcze możesz!
matt22: Teraz, kiedy wreszcie wygrałem?
***
Przy świtaniu mgły zaczęły opadać. Na miasto spłynął wreszcie błogosławiony spokój. Śmiertelna cisza unosiła się w każdej uliczce, w każdym najmniejszym zaułku. Ślady wczorajszych ciężkich i krwawych walk dziś wygladały surrealistycznie, jakby to wszystko nigdy nie miało miejsca.
Ciężkim krokiem, powłócząc nogami, przechodziłem z jednej kwatery do drugiej. Tak, wygraliśmy. Niech będą przeklęte takie zwycięstwa.
Mgły zaczęły opadać. Północno-wschodni wiatr rozproszył chmury i na miasto padły pierwsze promienie wschodzącego słońca. Jaki dziś piękny dzień. Jaki cichy i spokojny...
***
"I thought a thousand million things that I could never think this morning... "
czwartek, 4 grudnia 2008
tydzień 2.1
But now the haze has ascended, it don't make no sense anymore"
Arctic Monkeys - From The Ritz To The Rubble
Wszystkie moje ulubione bluzy gdzieś wsysło.
- Błękitna z drzewem na plecach została na Saharze. W sumie mogę o niej już dawno zapomnieć...
- Czerwona z dziwnym kapturem i nietypowym zamkiem pod szyją została w Cieszynie, w koszu na brudną bieliznę.
- No i teraz druga czerwona, z gitarami i "Rock 'n' Roll" na plecach, też poszła do prania, bo jakoś już nie emanowała świeżością.
No to znowu będę chodził na czarno, jak emo...
Piosenka może też już nie emanuje świeżością, ale za to jaka aktualna.. ;) I podoba mi się. Nawet jeśli należy do jakiegoś dziwnego gatunku muzycznego, który nazywa się 'indie' :P (no dobra, 'indie' przynajmniej większości kojarzy się z czymkolwiek, w przeciwieństwie do Twojego 'trip-hopu' czy 'downtempo'...)
Walki z marazmem ciąg dalszy. Jest ciężko - co chwilę nawzajem podkładamy sobie nogi. Wczoraj jak mu zakosiłem po piszczelach, to leżał i kwiczał, ale, skubany, przystąpił do kontrataku dziś rano - w rezultacie wciąż siedzę w domu przed kompem, słuchając muzyki tak głośno, jak tylko mi się podoba. Nie dobrze, nie dobrze. A wszystko przez to, że Drobny zachorował i nie było motywacji, żeby wstać rano :P (jasne, zwal wszystko na Drobnego).
Wykonałem telefon. Chyba w takim razie czeka mnie jutro z samego rana podróż na Bronowice... Hm, a co z niemieckim? ... Dasz radę, Mateusz, od tego jesteś, bejbe :D
Mam ochotę na czekoladę.
Chciałbym zasnąć i obudzić się we wtorek o 15:30.
Bo jutro to i tak będzie jak sen... :P Dyspenza ;)
4 dni. 5 dni. Jutro.
środa, 3 grudnia 2008
tydzień 1.1
„Music is a heal, no matter who you are
no matter who you are…”
Bonobo feat. Bajka – Walk In The Sky
Dni ciągną się jak z gumy. Wciąż jest 6 dni… Jak to możliwe? Przecież ostatnio było 6 dni i przedostatnio i ileś tam dni temu… Jak to możliwe, że to wciąż ten sam dzień?
Lektorka powiedziała mi dziś na angielskim, że mam dziwny sposób wymowy. Mam dziwny akcent. Trochę zalatuje szkockim, ale tak naprawdę nie jest podobny do niczego… Wygląda na to, że wykształciłem swój własny akcent w języku angielskim, totalnie niezależny od jakichkolwiek podziałów społeczno-geograficznych. Mam słuchać telewizji po angielsku albo audiobooków… ;)
Jutro odpadają ćwiczenia z mikro. Więc jeśli nie będzie mi się chciało, to jutro znowu mogę śmiało w ogóle nie zaglądnąć na uczelnię. Ale i tak będę musiał ruszyć tyłek z domu. Z resztą, ile można siedzieć na mieszkaniu; nie dość, że swoim, to jeszcze TYM?
Pewnie pójdziemy z Viperem na Fisza. Na to znajdę pieniądze. Właśnie – dopiero się zaczął nowy miesiąc, ledwo rodzice przelali kasę na konto, a ja już kombinuje jak mogę, gdzie i na czym by tu zaoszczędzić… Nie ma to jak życie studenckie.
Piszę totalnie o niczym, a czas płynie tak powoli… Niemiecki leży obok mnie i krzyczy do mnie, ale udaję, że go nie słyszę.
Chciałbym zasnąć i obudzić się we wtorek o 15:30.
poniedziałek, 1 grudnia 2008
spoko, rozumiem.
aha, a jak
a tak..
aha.
Fisz - Polepiony
***
[lekko rozedrgany głos, powietrze buzuje od emocji]
"Tylko się nie śmiej.
Na prawdę chciałabym kiedyś móc Cię pokochać."
[Cytuję z pamięci, mogło być trochę inaczej.]
Spoko. Powiedziałem, że będę, więc jestem. Obiecałem, że będę wspierał, więc nie uciekam, dzielnie stawiam czoła. Nie kochasz mnie, ale ja rozumiem. I daję, ile mogę / ile chcesz.
"Ale jeżeli tak ma być, to musi to być nasza wspólna decyzja. TWOJA i moja."
Spoko. Jestem decyzyjny, podejmuję trudne decyzje, nie uciekam przed odpowiedzialnością. Kocham rozwiązywać problemy i staram się być w tym jak najlepszy. Lepiej trafić nie mogłaś.
Jestem matt.
Czynne 24 godziny na dobę.
Wystarczy zadzwonić, a będę.
Numer przecież znasz.
Od Autora: uwagi w komentarzu.
